Czasem radosna, czasem smutna, a czasem ...
RSS
niedziela, 04 grudnia 2016

Złapałam doła. Głębokiego. Zupełnym przypadkiem znalazłam w necie gabinet fryzjerski koleżanki ze szkoły i mało się nie popłakałam. Nie ze złości, nie z zazdrości, ale z żalu. Wszyscy sobie jakoś życie poukładali, wszyscy jakoś sobie radzą, tylko ja utknęłam w tej swojej beznadziei z prawie dwudziestu lat wstecz. W zeszłym tygodniu, facet na rozmowie kwalifikacyjnej, patrzy w moje cv, patrzy i w końcu mówi: "No, nie miała Pani szczęścia do pracodawców.". Do niczego szczęścia nie mam. I nie widzę jakichkolwiek perspektyw na zmianę tego stanu rzeczy. Co te wróżki widzą, kiedy mówią, że będzie mi dobrze w życiu. Chyba wszystkim wciskają ten sam kit. Jestem stara, tłusta, bez mieszkania, bez pracy, bez żadnych szans na poprawę. Może za jakiś czas znajdę pracę za wynagrodzeniem, którego wystarczy mi na bilet miesięczny i najtańsze jedzenie. No, mogę jeszcze przestać jeść, wtedy może ubędzie mi trochę tłuszczu, ale tylko trochę. Jak tylko trochę ubędzie zaraz wrócę do żarcia i tłuszcz wróci na swoje miejsce. Z naddatkiem. Dlaczego? Dlatego, że jedzenie to moja jedyna przyjemność w życiu. Innej nie mam. Czasem jeszcze praca daje mi satysfakcję, tyle że też nie każda. Żadnych innych możliwości nie ma. No, nie ma. Skąd ja to wiem? Z doświadczenia.

Na facebooku natknęłam się na stwierdzenie, że: "Nie ma brzydkich kobiet, są tylko kobiety, które nie wiedzą, że są ładne" - Vivien Light. W komentarzu ktoś napisał: "Ten cytat powinien dowartościować każdą kobietę". Ale czy na pewno? Jak mają w to uwierzyć kobiety, których nikt nie kocha?

Zjadłam całą czekoladę i wcale nie jest mi lepiej.

23:17, greenbaba
Link Komentarze (4) »
niedziela, 27 listopada 2016

Para staruszków na ławce w parku.

- Zenobio, właśnie puściłem jesiennego bąka.

- Eugeniuszu, skąd wiesz, że to jesienny?

- Bo z kasztanami :)

01:13, greenbaba
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 07 listopada 2016

Wybrałam się do wróżki. Spodziewałam się, że powie mi z grubsza co mnie czeka w przyszłości. Tak ogólnie, może parę konkretów, a ona chciała ode mnie dokładne pytania na które będzie mi odpowiadała. Nie wiem czy to tak powinno wyglądać wróżenie.

Powiedziała mi, że mam zdolności bioenergoterapeutyczne, mogłabym pracować jako fizjoterapeuta, no i z powodzeniem mogłabym wróżyć. O! No tu mnie zażyła.

Mam unikać szpitali, cmentarzy i kościołów, bo zbieram z nich złą energię, patrzę na nieszczęścia i to sprawia, że mam poczucie, że to życie jest takie ciężkie, beznadziejne i do dupy. Pracy mam szukać w placówkach medycznych, tam będę zarabiała niezłe pieniądze i w ogóle finansowo będzie mi się powodziło bardzo dobrze. Jednocześnie styczeń, luty kłopoty finansowe. Ta praca to też nie od razu etat, najpierw jakieś zajęcia dorywcze. Coś będzie daleko, coś nie do końca będzie mi pasowało, tak na jakieś 80%, może z jakąś nieciekawą babą będę w pokoju siedziała. Zgadła, za to, że jak do tej pory to nie za bardzo się starałam o to, żeby tą pracę znaleźć. Tu trafiła w dziesiątkę.

Jakiś facet będzie mi obiecywał złote góry, że mi załatwi pracę, że niby tak się stara i angażuje w to szukanie pracy dla mnie, ale to będzie tylko takie gadanie. Ja się nie dam nabrać, bo już z powodu tej wróżby, będę wiedziała żeby mu nie wierzyć. No to akurat jakby fakt z przeszłości był. Już mi kiedyś taki jeden, sam z własnej inicjatywy obiecywał. Takich obietnic to nikt mi chyba jeszcze nigdy nie składał. Nie wierzyłam w żadne słowo, bo trochę zdążyłam go poznać. Ale obiecanki były, że ho, ho.

A najlepsze były sprawy damsko-męskie. Tu zapytałam jak to będzie. Pani przetasowała karty, rozkłada, rozkłada, zastanawia się i dalej dokłada tych kart. I im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było. Pustka. W końcu chyba doszła do wniosku, że nie ma co kart dokładać, trzeba coś wymyślić. Spotkam kogoś, ale na bardzo krótko. Ja będę zapatrzona, ale nic z tego nie będzie. Okaże się, że to nie to. To mam wrażenie, że to się już zadziało (tak jak z tym, co tak obiecywał). Gdzieś jakaś kobieta stanie mi na drodze. Potem jakiś facet i jakaś woda. On będzie nad wodą mieszkał, czy znad wody przyjedzie, bo będzie się przemieszczał. Koło Niego jakieś dwie baby, ale to one będą coś do niego miały, on będzie bardzo fajny facet. Jak spotka pani jakiegoś faceta, a obok będzie jakaś żona, matka albo siostra ... ŻONA? Kurwa jaka żona? Jakieś niefajne relacje, sytuacje w rodzinie. Ale facet bardo fajny. No chyba kobietę poniosło. Albo jest facet, albo go nie ma. Żona mi niepotrzebna.

Lekarz, który mnie leczył, chciał kopertę. Mam jakiś stan zapalny w organizmie, związany z układem pokarmowym. Powinnam pokombinować z jedzeniem na talerzu, zmienić sposób odżywiania. W dalszej przyszłości trochę problemów krążeniowych, coś o hormonach stresu, układzie moczowym i rozrodczym. Trzeba by się pobadać.

A tak w ogóle, to czuwa nade mną nieżyjący mężczyzna w rodzinie i będzie dobrze.

No i o.

Miałam wrażenie, że babka gada i gada, i w pewnym momencie miałam już dosyć tego ględzenia. Chciałam iść do wróżki, bo przygniata mnie już ta beznadzieja. Żeby coś się w moim życiu zmieniło na plus. Cokolwiek. Może tchnie jakąś nadzieją. Nie wiem, czy wybrałam odpowiednią osobę, ale cóż. Zobaczymy.

środa, 24 sierpnia 2016
niedziela, 21 sierpnia 2016

Pogoda kiepska, znajomi wyjechali, siedzę i się nudzę. Z nudów wzięłam udział w sms-owym konkursie. Wiem, że większość konkursów to lipa, a tu do wygrania bon wakacyjny o wartości 15.000 zł na dowolny wyjazd z oferty Biura Podróży ITAKA. Takiej kasy obcemu "nie dadzą" nie ma się co oszukiwać, ale ta nuda. Koszt sms-a 2,46 z VAT, dużo nie stracę. Wysłałam. Dostałam pytanie - odpowiedziałam. Dostałam drugie pytanie - odpowiedziałam. Po czym dostałam sms: "Dziękujemy za sms. Konkurs już się zakończył. Zapraszamy do udziału w kolejnych." Sprawdzam w moim czasopiśmie jeszcze raz: "Na SMS-y czekamy do 8.09.2016." Sprawdzam w regulaminie - to samo. Nawet nie udają, że to nie oszustwo.

Domyślałam się, że będę musiała wysłać trzy sms-y. Byłam świadoma wyrzucenia w błoto 7,38 zł, ale co tam. Moja nuda, moje pieniądze. Nie ukradłam, uczciwie zarobiłam, mogę z nimi zrobić co mi się żywnie podoba. Mam kaprys zmarnować, moja sprawa. A jednak mnie zaskoczyli. I wkurzyli. Bo nawet nie udawali. Słyszałam, że dawno, dawno temu, za górami, za lasami, nawet złodzieje mieli swój "kodeks honorowy". Jak na tegorocznych Igrzyskach Olimpijskich. Jak ten co ma wygrać nawali, to nawet wyścig dwa razy restartują, albo tą jedną właściwą sztafetę jeszcze raz samopas puszczą. Źle się dzieje na tym świecie, same kanty w żywe oczy. Oszuści nawet nie udają, że coś robią uczciwie.

Jakby ktoś chciał sprawdzić, przekonać się na własnej skórze, to konkurs zamieściła "Uroda Życia" nr wrześniowy. Organizatorem konkursu pod nazwą: "Śladami bohaterów filmów Woody'ego Allena!" jest Edipresse Polska S.A.

20:25, greenbaba
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 13 czerwca 2016

Czytałam niedawno artykuł o wyszczuplających leginsach. Chociaż słowo "czytałam" takie trochę na wyrost. Przeczytałam zaledwie pierwszych kilka zdań. Jestem już za dużą dziewczynką, żeby wierzyć w to, że spodnie mnie odchudzą, więc nie będę tracić czasu i nadwerężać cierpliwości na czytanie głupot. Najlepsze w takich artykułach są komentarze pod nimi. Tu, bardzo często, boki można zrywać. Mój numer 1: 

- A faworek się pod tym nie poci?

Dziwi mnie, że coś takiego się w ogóle sprzedaje. Mogę jeszcze zrozumieć cudownie odchudzające tabletki, napoje, zupki i temu podobne rzeczy. Wiadomo, są leki, syropy na różne dolegliwości. Zjada się, łyka, wypija i pomaga. Są leki po których się tyje, dlaczego nie miało by być takich z efektem odwrotnym. Jakoś można to sobie wytłumaczyć, spróbować zrozumieć, dlatego większość ludzi choć raz musi się przejechać, żeby się przekonać. Ale ubranie?

Drugi artykuł był o ustawie o fizjoterapeutach. Rozumiem, że trzeba uregulować pewne sprawy. Każdy chce być leczony przez fachowca po odpowiednich studiach, kursach doszkalających, podnoszących kwalifikacje i aktualizujących wiedzę a nie przez cwaniaka, który przeszedł tylko kilkugodzinny kurs. Ale oczywiście trzeba koniecznie, ale to koniecznie, wpierdzielić w poważne sprawy tzw. klauzulę sumienia. Tu również nie dało się przeczytać więcej niż kilku pierwszych zdań. Jak jakaś pseudo posłanka, wiadomej partii, zaczęła pieprzyć o spirali antykoncepcyjnej w kontekście "klauzulowo-sumieniowego" masażu, najzwyczajniej w świecie, nie dało się czytać dalej. Jest pewien poziom debilizmu, którego nie można przełknąć. No nie da się. Nie można było tego na spokojnie i na poważnie. No nie dało rady. Człowiek czeka na rehabilitację pół roku, rok, nierzadko tracąc w tym czasie zdrowie, po to by trafić w końcu na pajaca i nie uzyskać żadnej pomocy. Żadnej. Rehabilitacja z NFZ to fikcja. Niektóre komentarze, pod takim artykułem, można traktować chyba jedynie jako terapię psychologiczną po przeżytej traumie lektury. 

Z ostatniej chwili. Komentarz pod meczem EURO 2016 Niemcy - Ukraina:

- Dlaczego Niemcy mogą sobie grać o 21:00 a inne zespoły zawsze o 18:00 ?

- Zauważ, że zespoły grające przeciw Niemcom też grają o 21:00 ;)

Kocham taki humor :)

Polska wygrała dziś z Irlandią Północną 1:0. Chłopaki zdobyli 3 punkty. Oglądałam, przeżywałam. Szkoda mi jest, że nie miałam możliwości obejrzenia meczu Niemiec z Ukrainą. W końcu to nasza grupa. Też byłyby emocje. Beznadziejna sprawa z tym kodowanym Polsatem. Najbardziej durne jest to, że jeden mecz można oglądać na dwóch różnych kanałach jednocześnie, a drugi wcale. Taka ciekawostka - jeden i ten sam mecz, w tym samym czasie w TVP1, TVP1 w internecie i na Polsacie - każdy za to komentowany przez kogoś innego. Zamiast mieć wybór meczu, mam wybór komentatorów.

Nasze media, czy to prasa, czy telewizja, sprawiają, że czuję się trochę jak obywatel trzeciego świata. Radio zresztą także. Służba zdrowia to samo. Wszędzie, na każdym kroku. Obywatel trzeciego świata pełną gębą. Jednostka się nie liczy. Od zawsze.

00:03, greenbaba
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 06 czerwca 2016

Jakiś czas temu przeczytałam kilka książek z serii o Malin Fors, których autorem jest Mons Kallentoft. Są to kryminały, których główną bohaterką jest młoda policjantka z problemami. Dzisiaj wyszperałam w bibliotece "Wodne anioły", pierwszą z nowej serii. Znalazłam też wywiad z autorem:

http://ksiazki.wp.pl/tytul,Mozliwosc-bycia-zabojca-wywiad-z-Monsem-Kallentoftem,wid,21638,wywiad.html

Wczoraj zaczęłam czytać coś innego, ale w kolejce już sobie czeka. Tymczasem przejrzałam wywiad, wklejam link, jakby Ktoś był zainteresowany.

Tagi: książki
16:33, greenbaba
Link Komentarze (3) »
niedziela, 29 maja 2016

Zasłyszana w sklepie rozmowa dwójki dzieci w wieku gdzieś tak przedszkolnym:

- U nas w domu było włamanie!

- Włamanie?

- No. Jak nikogo nie było, przyszedł włamywacz, porysował kredkami ścianę i poszedł!

Co to się wyprawia na tym świecie :)

sobota, 30 kwietnia 2016

"Wznoszenie. Gwiazdy szykują Ci dobrobyt. Spotkasz ludzi, którzy sprawią, że nie będzie kroków do tyłu."

Jaki okres obejmują wróżby z ciasteczka? Kiedy spotkam tych ludzi? Czy taka wróżba staje się po paru miesiącach nieaktualna?

piątek, 01 stycznia 2016

Miało nie być noworocznych postanowień, ale co tam. Postanawiam:

Nie opuszczać zajęć fitness, chodzić na każde zaplanowane, może rozszerzyć na jeszcze jakieś dodatkowe, ale na pewno nie zaniedbywać w żaden sposób tych, na które już od jakiegoś czasu chodzę.

Dbać o siebie. Na pierwszy rzut idą okulista i podolog, potem może kosmetyczka, z tym że to trzecie o ile podołam finansowo. Pierwsze, choćby się miało walić, palić - na bank.

Może to na tyle, żeby nie straszyć nowego roku nadmiarem obowiązków. Zobaczymy co z tego wyjdzie, starałam się nie przeginać, żeby te postanowienia były w miarę realne.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31